Dzień, w którym wystukuję ten tekst na klawiaturze, jest piękny w każdym tego słowa znaczeniu. Połowa października, temperatura sięgająca 20 stopni Celsjusza, kolorowe liście na drzewach poruszające się tak delikatnie, że niemal niezauważalnie i ciepłe, niby rozmyte promienie słońca. Te ostatnie sprawiają, że świat dookoła wygląda jak z romantycznego filmu.
Być może właśnie to, a może zapowiadane na kolejne dni ochłodzenie i deszcze, sprawiły, że zapragnęłam rozsiąść się na kanapie, zakopać w kocu po same uszy i pozostawić na wolności jedynie dłoń, by mogła od czasu do czasu chwytać kubek wypełniony gorącą herbatą. W tym idyllicznym obrazku brakuje tylko jednego: filmu sączącego się z cichutkiego telewizora, który zrelaksuje, ukoi i utuli.
Filmów, jak grzybów i tak naprawdę każdy z nich z powodzeniem mógłby stać się głównym punktem wieczornego relaksu. Niektóre jednak, bardziej niż inne, odpowiadają jesiennym urokom. Niektóre mają niepowtarzalną jesienną atmosferę, inne scenografię, a jeszcze kolejne po prostu wywołują nostalgię, której nie brak w przepełnionych jesiennym słońcem głowach.

Postanowiłam więc wybrać swoją własną 10-tkę najbardziej jesiennych filmów, które najbardziej podobają mi się właśnie podczas chłodnych wieczorów wypełnionych zapachem pieczonej dyni. Lista nie została ułożona od najlepszego do najgorszego, ani żadnym innym systemem, chociaż muszę przyznać, że film, który jest pierwszy na liście jest dla mnie naprawdę szczególny…
- Masz wiadomość / You’ve got mail (1998) – Dla mnie bezkonkurencyjnie najlepszy jesienny film, który otula mój zmęczony intensywnym latem umysł. Znam go na pamięć, a i tak oglądam z zainteresowaniem równym oglądaniu zupełnie nowego filmu. Piękne, jesienne kadry Nowego Jorku, zachwycające stylizacje lat 90., książki (!), nostalgia, romans, lekki dowcip… Ideał. A co do fabuły: Kathleen (Meg Ryan) i Joe (Tom Hanks) poznali się w sieci na czacie dla osób po 30-tce. Znają jedynie swoje nicki, a mimo to oboje czują do siebie ogromne przywiązanie przechodzące w zauroczenie. Żadne z nich nie wie, że Kathleen jest właścicielką małej księgarni dla dzieci, którą odziedziczyła po ukochanej matce, a Joe jest współwłaścicielem jednej z największych sieci wydawniczej w Nowym Jorku i otwiera nowy oddział-księgarnię tuż obok. Jak myślicie, co z tego wyniknie?
- Harry Potter (2002-2011) – wspaniała seria, która mimo że nie zamyka się jedynie na jesiennych zdjęciach, to i tak wzbudza moje szczególne zainteresowanie właśnie podczas jesieni. Być może dlatego, że fabuła każdego filmu z serii rozpoczyna się w okolicach września i jest ściśle związana z rozpoczęciem roku szkolnego? A może po prostu klimat powieści – wiedźmy, szpiczaste kapelusze, dynie, duchy, potwory, magia – to wszystko mimowolnie kojarzy się właśnie z jesienią i Halloween? Myślę, że fabuły nie muszę przedstawiać, ponieważ HP jest doskonale znany na całym świecie, powiem więc jedynie tyle, że warto poprawić sobie nastrój seansem i poczuć dreszczyk emocji jak w dawnych latach przed pierwszym dniem w szkole.
- Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek / The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society (2018) – Spokojny, romantyczny, miejscami niezwykle przejmujący film łączący w sobie odpowiednią dawkę typowej czułej powieści i prawdziwej, okropnie smutnej historii z czasów II Wojny Światowej. Juliet Ashton to londyńska pisarka, która zyskała sławę dzięki komediom wydanym pod pseudonimem. Mimo rozpoznawalności, uwielbienia czytelników i pokaźnych dochodów ze sprzedaży książek Juliet nie czuje się usatysfakcjonowana. Nawet przystojny, zakochany w niej po uszy wojskowy – Mark, ani wsparcie najlepszego przyjaciela i wydawcy w jednym – Sidney nie potrafią uszczęśliwić niespełnionej pisarki. Sytuacja zaczyna się zmieniać, gdy pewnego dnia zupełnie przez przypadek książka należąca niegdyś do Juliet trafia w ręce Dawseya – farmera z wyspy Guernsey. Niedługo po tym Juliet zjawia się na wyspie i poznaje losy wszystkich członków Stowarzyszenia miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek. Życie na wyspie, powolne odkrywanie tajemnic jej mieszkańców, historii niemieckiej okupacji, którą zostali dotknięci i emocjonalne zbliżanie się do nich całkowicie odmieni życie pisarki. Polecam obejrzeć, by dowiedzieć się jak.
- Na noże / Knives Out (2019) – lekkie połączenie komedii i kryminału okraszone rzeszą hollywoodzkich gwiazd: Daniel Craig, Chris Evans, Ana de Armas, Jamie Lee Curtis, Toni Collette, Christopher Plummer… Nic skomplikowanego, głębokiego ani romantycznego, za to bardzo relaksującego i w dobrym tego słowa znaczeniu „odmóżdżającego”. Ekscentryczny, niesamowicie bogaty pisarz zostaje zamordowany. Śledztwo prowadzi detektyw Blanc (Daniel Craig). Podejrzana jest cała rodzina – każda osoba z otoczenia zamordowanego miała motyw i możliwość, by zakończyć życie staruszka. Łatwy dowcip, przystępne dialogi, intryga, ciekawi bohaterowie. Nic, tylko zasiadać na kanapie, chrupać popcorn i oglądać.
- Jeździec bez głowy / Sleepy Hollow (1999) – do tego filmu mam ogromny sentyment, ponieważ właśnie podczas seansu Jeźdźca bez głowy zakochałam się raz i na zawsze w Johnnym Deppie. Film o niezwykłym klimacie końca XVIII wieku, zrealizowanym w latach 90. 😉 Doskonały na Halloween, ale nie tylko, bo uprzyjemnić może każdy jesienny wieczór kinomaniakom lubiącym klasyki. W niewielkim amerykańskim miasteczku Sleepy Hallow dochodzi do serii niewytłumaczalnych morderstw. Do rozwikłania zagadki wysłany zostaje nowojorski policjant Ichabond (Johnny Depp). Miejscowi wierzą, że morderstwa dokonywane są przez tytułowego Jeźdźca bez głowy, ale policjant podchodzi do ich zeznań bardzo sceptycznie. Do czasu, gdy odkrywa, że mordowane osoby są ze sobą powiązane, a morderca, kimkolwiek jest, działa według planu…
- Małe Kobietki / Little Women (2019) – nowa filmowa wersja łączy w sobie dwie części uwielbianej amerykańskiej serii – „Małe Kobietki” oraz „Dobre Żony”. Uważam, że jest to jedna z niewielu takich sytuacji, kiedy lepiej jest pierw obejrzeć film, a dopiero po nim zasiąść do lektury. Film to połączenie, skrócenie i wyciągnięcie na pierwszy plan najważniejszych motywów z powieści, jest więc kompletnie niechronologiczny, pomieszany i miejscami zastanawiający. Mimo to jest też uroczy, zachwyca kostiumami, wspaniałą grą aktorską Emmy Watson, Saoirse Ronan, Florence Pugh, Timotheego Chalameta i kilku innych znanych i lubianych aktorów i aktorek. Opowiada o losach czterech sióstr dorastających w Ameryce w latach 60. XIX wieku. Rodzina March, bo tak właśnie nazywają się siostry, zmaga się z wieloma przeciwnościami, spotyka z wieloma różnymi mniej i bardziej sprzyjającymi osobami i snuje wielkie plany na przyszłość. Uwielbiam ten film i powieść za to, w jak prosty, przytulny i mądry sposób pokazuje rozwiązania dla poważnych problemów.
- Mroczne Cienie / Dark Shadows (2012) – kolejna pozycja na mojej liście z Johnnym Deppem w roli głównej. Tym razem komedia osadzona na fantasy z dramatem w tle, a wszystko to w iście halloweenowej oprawie. Jest stary, zakurzony zamek, wampiry, wiedźmy, wilkołaki, pola dyniowe, duchy, złe zaklęcia przedstawione przepiękną scenografią i kostiumami. A do tego intrygujące charaktery odgrywane są przez takie gwiazdy, jak Michelle Pfeiffer, Helena Bonham Carter, Chloe Grace Moretz czy już wcześniej wspomniany Johnny Depp. Nie napiszę nic o fabule, bo nawet jedno słowo mogłoby zaspoilować całość. Musicie zobaczyć sami.
- Perswazje / Persuasion (2022) – nowy film, który ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zgarnął bardzo złe komentarze. Dobrze, że poznałam je dopiero po seansie, gdy miałam już samodzielnie wyrobioną opinię. Uważam, że jest to film o wspaniałej atmosferze, jeden z niewielu, w których cisza i brak ruchu są bardziej wymowne niż akcja. Do-sko-na-ła gra twarzą i mimiką widoczna jest u każdego z aktorów. Sceny skupione na detalu, powolny detal, dużo ciszy – to raczej nie są efekty, które mogłyby być doceniane przez dzisiejszych widzów. Mimo to wierzę, że znajdzie się więcej miłośników Perswazji i nie zostanę sama na polu bitwy o honor tego filmu! Anne Elliot to środkowa córka szlacheckiej rodziny Elliotów. Jej ojciec jest baronetem, starsza siostra dostojną Panią Elliot (przejęła tytuł po zmarłej matce), a najmłodsza hipochondryczką z przyjaznym mężem i dwójką dzieci. W domu nikt nie zwraca na Anne uwagi prócz przyjaciółki zmarłej matki – Lady Russell oraz ukochanego Kapitana Wentwortha. Niestety Anne zostaje przekonana, że Kapitan nie jest wystarczająco dobrą partią dla córki baroneta i postanawia zerwać z nim zaręczyny. Ponownie spotykają się po 8 latach rozłąki – Anne nadal pała do niego gorącym uczuciem, ale co czuje Kapitan Wentworth?
- Truman Show / The Truman Show (1998) – już na samą myśl o tym filmie mam ciarki na całym ciele. Niesamowicie pokręcona historia, która od pierwszych minut chwyta za serce i sprawia, że aż do samego końca nie możemy przestać kibicować Trumanowi. W głównej roli bezbłędny Jim Carrey, który udowadnia, że komedia to tylko część jego talentu aktorskiego. Smutna opowieść, ale… dająca nadzieję, że wszystko, dosłownie wszystko, da się przezwyciężyć. Truman prowadzi zupełnie normalne życie na amerykańskim przedmieściu. Mieszka w typowym amerykańskim domku, ma żonę i nudną pracę w biurze. Jedynym odstępstwem od zwykłego, typowego życia jest dla Trumana poszukiwanie dziewczyny o pięknych oczach, którą miał szansę poznać jeszcze będąc studentem. Normalność kończy się, gdy Truman odkrywa, że jest głównym bohaterem telewizyjnego show transmitowanego 24h na dobę…
- Forest Gump (1994) – jeśli jest na świecie ktoś, kto nie zna Foresta Gumpa i nie jest w nim zakochany, to ja nie chcę go znać. Długa, niezwykle mądra, głęboka, pouczająca, rozczulająca i bawiąca historia Foresta Gumpa to, nie boję się tego powiedzieć, jeden z najlepszych filmów na świecie. Nie będę opowiadać o fabule, bo wiem, że ją znacie. Dodam od siebie jedynie tyle, że kiedy czuję, że potrzebuję „katharsis”, że chciałabym odłączyć się od rzeczywistości, że potrzebuję wsparcia i dobrej energii – włączam Gumpa i serwuję sobie ponad 2 godziny mądrości wygrane przez niezastąpionego Toma Hanksa. Co doszło teraz mojej uwadze to fakt, że film wydany na światło dzienne w roku moich narodzin robi na mnie od lat największe wrażenie. Jak widać, nie ma znaczenia zaawansowanie efektów specjalnych, jeśli mamy do czynienia z po prostu świetną historią.
A Wy macie swoją listę najlepszych filmów na jesienne wieczory?
Dajcie znać, bo moja wymaga już aktualizacji!
