Instagram właśnie zalewają posty pod tytułem: „Grudzień to najpiękniejszy miesiąc w roku!”, „Właśnie rozpoczął się najbardziej magiczny czas w roku!”, „Kocham grudzień, to mój ulubiony miesiąc w roku!”. A ja Wam powiem, że wcale nie uważam, by grudzień był najpiękniejszy czy najbardziej magiczny, a już z pewnością nie nazwałabym go moim ulubionym miesiącem w roku.

Co nie zmienia faktu, że cieszę się z jego nadejścia, bo wraz z nim rozpoczynają się także inne sprawiające mi przyjemność wydarzenia. Grudzień oznacza mniej-więcej połowę gorszej części roku za nami, otulające gardło grzane wino, przepiękne dekoracje, wygodne ciepłe skarpetki, radosną muzykę i głupkowate-relaksujące filmy. Oczywiście cała ta lista jest subiektywna, bo rozumiem, że można tych rzeczy nienawidzić tak bardzo, jak ja za nimi przepadam.

Z grudnia można się cieszyć lub nie. Można też chcieć go wykorzystać na sto procent lub po prostu przetrwać. Jednak w obu tych przypadkach nie zaszkodzi sięgnąć po tzw. bucket listę, która sprawi, że kochający grudzień rozpłyną się w świątecznej cudowności, a nienawidzący – zrobią sobie choć na chwilę trochę dobrze.

Dlatego właśnie, by pokazać, że każdy może się cieszyć z grudnia, stworzyłam alternatywną świąteczną bucket listę. Opieram ją na tych aktywnościach, które mi sprawiają najwięcej przyjemności i mi osobiście kojarzą się z „udanymi świętami”. Nic więc nie stoi na przeszkodzie byście ją modyfikowali, dodawali, odejmowali lub zmieniali w niej punkty według własnych upodobań. Proszę Was tylko o jedno – zróbcie chociaż jedną aktywność z mojej listy i po wykonaniu jej odpowiedzcie sobie na pytanie, czy było Wam miło?

  • Zjedz coś, co kojarzy Ci się z grudniowymi świętami.

Pierogi z kapustą i grzybami? Barszcz czerwony? Sałatka jarzynowa, a może tosty z serem? Możesz być tradycjonalistą lub Chandlerem z Friendsów, po prostu sięgnij po coś, co przywodzi Ci na myśl miłe, smaczne Boże Narodzenie. U mnie będą to zdecydowanie pierogi i sałatka, mandarynki i z racji tego, że w tym roku spędzę święta w Hiszpanii – także hiszpańskie tradycyjne ciasto z niespodzianką. Roscon de Reyes to okrągłe ciasto drożdżowe z kandyzowanymi owocami, czasem przekładane bitą śmietaną (takie lubię najbardziej). Co sprawia, że to ciasto jest wyjątkowe, to fakt, że jest w nim ukryta niewielka zabawka. Zazwyczaj serwowane jest w gronie rodzinnym, po obiedzie. Ten, kto trafi na kawałek z zabawką, ten „wygrywa”, będzie miał szczęście i… zobowiązany jest do kupienia ciasta w przyszłym roku. Hiszpanie chyba nie do końca rozumieją koncepcję „posiadania farta”. 😉

  • Zrób komuś prezent.

Kontrowersyjne, wiem. Dziś coraz częściej odchodzi się od kupowania prezentów w kręgu dorosłych, skupiając się jedynie na obdarowywaniu najmłodszych. Oczywiście widzę w tym sens, ale wciąż uważam, że niewielki podarek jeszcze nikomu nie zaszkodził. Jeśli z założenia nie dajesz i nie przyjmujesz prezentów, to odpuść sobie ten punkt i do niczego się nie zmuszaj. Jeśli jednak czujesz, że może mieć potencjał, czytaj dalej. Wybierz jedną osobę, nie musisz obdarowywać od razu całego stada. Postaraj się wybrać prezent, który naprawdę ją ucieszy, który będzie nawiązywał do jej pasji, albo wspólnych wspomnień. Nie może to być nic drogiego ani zobowiązującego! Może przyprawa do grzanego piwa i propozycja wspólnie spędzonego wieczoru? Może wspólne zdjęcie w ładnej ramce? Ulubione ptasie mleczko, przywieszka do kluczy z kotem dla kociary albo skarpetki w pizze dla smakosza włoskiej kuchni? Obdaruj tę osobę po prostu w grudniu, nie pod choinkę, nie 24 ani 25 grudnia. Po prostu spotkajcie się w tym miesiącu, wyciągnij paczkę i powiedz: Jak to zobaczyłem_am, to musiałem_am Ci sprezentować! Gwarantuję Ci, że radość w oczach obdarowanej osoby przyniesie Ci najprzyjemniejsze uczucie na świecie.

  • Idź na świąteczny jarmark.

Buuu, przereklamowane! – ktoś właśnie krzyknął w mojej głowie. Być może przereklamowane, ale dające wiele różnych możliwości na zadowolenie każdego. Możesz bowiem wybrać ogromny jarmark we Wrocławiu albo w Pradze i tym samym zaspokoić swoją chęć na podróżowanie. Możesz też zostać w swoim mieście i wykorzystać to, co na nim oferują najlepszego. Weź ze sobą kumpla i podpij się grzanym winem, jak za tych pięknych czasów przed 20-tką. Kup ręcznie robione pierniki i wesprzyj lokalny biznes. Zjedz grillowanego oscypka i postanów, że w końcu w 2023 na pewno pojedziesz w góry. Pospaceruj wzdłuż i wszerz dla zdrowia ciała, duszy i mózgu. Wykorzystaj jarmark na spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką. Narób ładnych zdjęć na Instagrama. Spróbuj docenić to, że bożonarodzeniowy jarmark jest tylko raz w roku.

  • Przeczytaj świąteczną książkę lub swoją ulubioną książkę.

Ja w tym roku po raz pierwszy sięgnęłam po prawdziwie świąteczną pozycję. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, po prostu czytałam kolejną książkę, która weszła mi w ręce. Jednak tym razem znalazłam powieść, której istnieniem byłam, po pierwsze, zaskoczona, a po drugie, gdy dowiedziałam się, że istnieje – bardzo chciałam przeczytać. A znalazłam ją w środku lata w kiosku w malutkim miasteczku w centrum Polski, w promocji za 12,99zł. Odłożyłam ją cierpliwie na półkę, by poczekać do grudnia. Jest 2 dzień grudnia, a ja jestem na 80 stronie. Jeśli nie interesują Cię świąteczne pozycje, to wcale nie musisz po nie sięgać. W takiej sytuacji polecam Ci wrócić do swojej ulubionej książki, do której mogę się założyć, i tak planowałeś wrócić, ale zawsze na drodze stawała jakaś nowa pozycja. To jest ten czas – ten moment, byś spędził_a długaśne wieczory na czytaniu tej jedynej książki, która sprawi Ci czystą przyjemność.

  • Obejrzyj świąteczny film lub swój ulubiony film.

Ten sam trop, co wyżej – jeśli lubisz świąteczne filmy, to z pewnością będziesz wiedział_a co sobie zaserwować. Każdego roku pojawiają się kolejne bożonarodzeniowe-łatwe-głupkowate-nawine filmy, które doskonale nadają się na relaks zwojów mózgowych. Możesz więc sprawdzić coś nowego lub wrócić do filmu, który oglądasz każdego roku. Ja w grudniu robię przeplatankę, raz lubiany świąteczny film, a raz coś nowego. Jeśli nie lubisz świątecznych filmów, to zrób sobie seans ulubionych filmów. Horrory, komedie, wojenne? Cokolwiek, co sprawi Ci przyjemność! Święta są od świętowania, nie możesz więc zmuszać się do czegoś, co wcale nie wprowadza Cię w świąteczny nastrój.

  • Wyślij komuś bożonarodzeniową kartkę.

O, tutaj Cię chyba zaskoczyłam. Kiedy ostatni raz wysłałeś_aś komuś świąteczną kartkę? O pocztówkę z wakacji mogę Cię jeszcze podejrzewać, natomiast o kartkę na Boże Narodzenie niestety nie. Wielka szkoda, bo to piękna tradycja, którą kultywowali nasi dziadkowie i szkoda by było, gdyby przepadła. Wystarczy ładna kartka, kilka słów, koperta i znaczek pocztowy. Osoba, do której ją wyślesz pewnie nie będzie się spodziewać i sprawisz jej tym wielką radość. Ten punkt dla mnie może nie być problematyczny, ponieważ rodzinę i znajomych mam rozsianych po całej Europie i nie tylko, a dla Ciebie może tak. Jeśli cała Twoja rodzina skupiona jest wokół jednego miasta, to i tak spróbuj – babcia, która mieszka na innym osiedlu na pewno się ucieszy!

  • Zrób prezent sobie.

Tak wiem, ciągle coś sobie kupujesz. Ja też, ale jakoś nigdy nie myślę o tych rzeczach w kategorii prezentu. Nowa koszula – przecież muszę w czymś chodzić do pracy. Kosmetyki – no przecież używam ich na co dzień. Kolejny ręcznik do rąk – używam go ciągle, warto wymienić na nowy. W grudniu stawiam więc na coś, co mogę mieć, ale nie muszę. Są to przedmioty typu: nowy kubek, 40 sweter w kolekcji, płyta CD, podczas gdy mogłabym korzystać ze spotyfaja, a jeśli budżet pozwala to nawet luksus w postaci masażu. Wydaje mi się, że świat trochę nas krzywdzi pod tym względem i sprawia, że po prostu nie chcemy robić sobie samym prezentów. Bo to materialistyczne, bo nie ma sensu, bo szkoda kasy… Szkoda to będzie nam kiedyś naszej psychiki, jeśli chociaż raz na jakiś czas nie sprawimy sobie prostej przyjemności. Właśnie w grudniu warto sobie przypomnieć, że życie nie jest tylko od pracowania, zarabiania i osiągania celów. Jest też od odpoczywania, wydawania i czerpania radości.

  • Zacznij własną grudniową tradycję.

Nie musi to być śpiewanie kolęd, Wigilia z rodziną, dekorowanie choinki czy pieczenie pierników. Może to być jedzenie zupy pomidorowej dzień przed Wigilią, robienie listy marzeń na przyszły rok, grudniowa impreza z przyjaciółmi, przemeblowanie lub cokolwiek, na co w grudniu masz ochotę. Nasz mózg lubi powtarzalność, schematy i wydarzenia, których się spodziewamy. Umysł się wtedy (fizycznie!) odpręża, wychodzi ze stanu ciągłego skupienia i stresu przed nieznanym i w końcu może się zregenerować. Każdego roku powtarzaj więc pewną czynność tworząc z niej tradycję i pozwól odpocząć nie tylko swojemu ciału lecz także głowie. Często o tym zapominamy, goniąc za lepszymi wynikami przez 12 miesięcy w roku. Rozumiem doskonale, że nie da się wypisać z rzeczywistości i nie da się tak po prostu nie „gonić” za lepszym. Ale może chociaż na chwilę, na jeden miesiąc możesz odrobinę zwolnić?